środa, 23 sierpnia 2017

Sardinade, czyli letnie grillowanie

O sardynkach słów kilka

   Chyba każdy z nas miał w życiu okazję, by skosztować sardynek. Na ogół są to jednak sardynki w puszce w zalewie oliwnej lub pomidorowej. 

   Sardynki są drugą po anchois ryba łowioną w Morzu Śródziemnym i nie będzie to dla nikogo niespodzianką, gdy napiszę, że nazwa wzięła się od nazwy włoskiej wyspy Sardynia (Sardegna po włosku)

Sardinade - sardynki z grilla polane sosem z oliwy, czosnku i natki pietruszki
Fot. Nika Vigo

wtorek, 25 lipca 2017

Apéritif po francusku


Wiecie czym jest we Francji "apéritif", nazywany potocznie i wręcz czule "apéro"? To prawdziwa instytucja, bez której życie towarzyskie byłoby bardzo ubogie. Cudzoziemcy uznają często apéritif za symbol francuskiego stylu życia. Ponoć 90 % Francuzów przyznaje się do celebrowania momentu zwanego apéro przynajmniej raz w tygodniu.


Skąd się wzięła nazwa apéritif?

"Aperire" po łacinie oznacza "otworzyć", stąd pochodzi francuska nazwa napójów apéritif, mających na celu "otwarcie", a dokładniej zaostrzenie apetytu. Już za czasów rzymskich pito pewne rodzaje win, które miały ułatwić strawienie jedzonego zaraz potem posiłku. Podejrzewam, że włoskie słowo aperitivo ma podobną etymologię.
Często napoje te miały charakter lekarstwa, które z czasem stawało się napojem ogólniej dostępnym.


Kto rozpowszechnił apéritif, czyli historia pana Dubonnet

Picie apéritifu przed posiłkiem w takiej formie, jak robimy to obecnie, wymyślił w połowie XIX wieku francuski chemik Joseph Dubonnet, który opracował w 1846 roku mieszankę wina i chininy dla francuskich żołnierzy Legii Cudzoziemskiej,  by ich chronić przed malarią podczas wypraw w Afryce Północnej.
Trochę to było niesmaczne, więc dodał przypraw, aby poprawić smak.
I wszystko pewnie na tym by się skończyło gdyby nie małżonka pana Dubonnet, która wpadła na pomysł poczęstowania swych paryskich gości ową mieszanką w oczekiwaniu na podanie kolacji. Napój przypadł im do gustu i stopniowo stał się bardzo popularny. Apéritif o nazwie Dubonnet produkowany jest po dziś dzień.

Reklama Dubonnet z 1895 roku;
 Autor Jules Cheret

piątek, 14 lipca 2017

Marsylianka z Alzacji

   Mało kto nie wie jaki tytuł nosi francuski hymn narodowy.  Słowo Marsylianka i w Polsce jest znane chyba wszystkim. Nawet na drugim końcu świata znana jest melodia Marsylianki.


   La Marseillaise w życiu codziennym

   Kiedy byłam mała, byłam przekonana, że Marsylia była kiedyś stolicą Francji i dlatego hymn tego kraju nazywany jest Marsylianką. Szybko jednak lekcje historii uzmysłowiły mi mój błąd.

   Mieszkając już we Francji miałam okazję słyszeć hymn przy różnych okazjach, ale był on śpiewany stanowczo rzadziej niż nasz hymn w Polsce. I - o zgrozo! - spotykałam Francuzów, którzy nie wstydzili się przyznać, że znają tylko początek i refren. Jakoś mnie to dziwiło, bo myślałam, że zwrotek jest ze trzy lub cztery, a tyle to już przyzwoity obywatel powinien spamiętać. Potem dowiedzialam się, że tekst jest nieco dłuższy.

niedziela, 2 lipca 2017

Notatki paryskie - początek lipca 2017


   Letnie klimaty

    W Paryżu pada, a raczej popaduje od czasu do czasu. Po fali upałów przyszła pora chmur i wilgoci. Ale to nie przeszkadza ludzkim tłumom siedzieć na tarasach kafejek. Wszędzie gwarno i wesoło. Czuć już wakacje. Matury prawie wszędzie zakończone. Pierwszy weekend korków w drodze na urlopy.

   Nawet Le Parisien opublikował tabelkę dni wraz z mapą Francji, żeby podpowiedzieć czytelnikom, kiedy czeka ich gehenna korków na autostradach. Żeby nie było, że ich nikt nie uprzedzał. Szczególnie te kilka sobót w lipcu i sierpniu… Jeśli można to lepiej już jechać nocą , albo dzień przed czy dzień po… Nie możecie ? No to trudno. Uzbrójcie się w gry dla dzieciaków, litry wody i kilogramy jedzenia, bo jak już będziecie mieli dość posuwania się w żółwim tempie, to dla odmiany możecie sobie postać w kolejce do kafeterii przy autostradzie. A jak nie chcecie, to wyjmujcie własną wałówkę. Krótko mówiąc, wesołych wakacji ! Odpoczniecie na miejscu po podróży !


piątek, 30 czerwca 2017

Moje postrzeganie Belgii na przestrzeni lat

   Czerwiec w Klubie Polki na Obczyźnie, to takie trochę wspominkowe wpisy o tym, jak na przestrzeni lat zmieniało się nasze postrzeganie kraju, w którym mieszkamy. W zasadzie mogłabym napisać podobne wpisy o czterech krajach europejskich. Dwa pierwsze należą już jednak do przeszłości. Pozostało mi więc napisać o Francji i o Belgii.

   Postanowiłam jednak nie pisać o Francji, bo za bardzo zżyłam się z tym krajem od 27 lat i moje postrzeganie jest zupelnie zafałszowane emocjami i przywiązaniem. Nie jest to kraj mi obojętny, ani nie jest obcy i spędziłam tam więcej lat niż we własnej Ojczyźnie. 
Natomiast Belgia bardziej mi tu podchodzi do tego tematu, bo pracuję tu (i siłą rzeczy mieszkam też jedną nogą) od ponad siedmiu lat, więc i najlepiej jeszcze pamiętam co tych parę lat temu o Belgii myślałam.