środa, 23 sierpnia 2017

Sardinade, czyli letnie grillowanie

O sardynkach słów kilka

   Chyba każdy z nas miał w życiu okazję, by skosztować sardynek. Na ogół są to jednak sardynki w puszce w zalewie oliwnej lub pomidorowej. 

   Sardynki są drugą po anchois ryba łowioną w Morzu Śródziemnym i nie będzie to dla nikogo niespodzianką, gdy napiszę, że nazwa wzięła się od nazwy włoskiej wyspy Sardynia (Sardegna po włosku)

Sardinade - sardynki z grilla polane sosem z oliwy, czosnku i natki pietruszki
Fot. Nika Vigo


  Ale sardynki żyją również w Atlantyku od Irlandii po Azory, a nawet i w strefie tropikalnej. Ogromne ich ilości łowione są na przykład w Maroku. To pewnie dlatego w moim przypadku, pierwsze w życiu sardynki były w puszce i pochodziły z Maroka. Nie były jakieś zachwycające, wolałam wówczas zdecydowanie nasze szprotki.

   Gdy po latach zjawiłam się we Francji, spróbowałam oczywiście sardynek z Bretanii. Zakochałam się naturalna koleją rzeczy w marce La Belle Iloise i po dzień dzisiejszy uważam, że są to najlepsze, najdelikatniejsze sardynki w puszkach. A regularnie próbuję innych marek dla porównania. 

 Jednakże zdziwiłam się, gdy na początku mego życia we Francji, latem nad oceanem, zaproponowano mi w restauracji zjedzenie sardynek w grilla. Były smaczne, ale ich zapach czuć było w całej restauracji. Nikomu to jednak jakoś nie przeszkadzało podczas letniego urlopu. 
Potem od czasu do czasu kupowałam świeże sardynki, często nawet już wypatroszone i sama grillowałam na tarasie, żeby nie okadzać mieszkania od wewnątrz. Ale tak robiłam tylko latem. 
W pozostałych porach roku poprzestawałam na sardynkach z puszki. 

   A sardynki jeść warto, bo są zdrowe. Zawierają omega 3, fosfor, witaminy B3 i B6. A na dodatek należą do tańszych ryb. 
   Miłość do sardynek nas więc raczej nie zrujnuje.


Sardinade, czyli wielkie grillowanie

  Od czasu, gdy me losy związałam również z poludniem Francji, poznałam od razu czar grillowania na świeżym powietrzu i to dla licznych gości.

  Grillowanie sardynek  w wielkich ilościach nosi nazwę sardinade i jest chyba typowe dla całego wybrzeża śródziemnomorskiego.  

  Nie przypominam sobie, żebym widziała takie imprezy nad Atlantykiem, ale może wówczas nie zwracałam na nie uwagi. 

  Natomiast na południu imprezy są co trochę. A to cargolade (grillowanie ślimaków), a to bouillinade (kociołek węgorzy, pisałam o tym kiedyś TUTAJ), a jak nie zwykła grillade catalane (grill po katalońsku), to sardinade, czyli grillowanie sardynek.

  Pisząc "na południu" mam na myśli oczywiście Roussillon we francuskim  departamencie 66 (Pireneje Wschodnie). To tylko takie uściślenie dla mych nowszych czytelników.



Sardinade, co i jak?

Przede wszystkim należy rozróżnić sardines grillés (sardynki grillowane), jakie można zamówić w restauracji od sardinade, czyli sardynek z grilla podczas imprezy plenerowej.

Sardynki z grilla serwowane w restauracji z ziemniakiem zapieczonym z aïoli. Danie sfotografowane w restauracji Saint Jean w Villefranche-de-Conflent (66)
Fot. Nika Vigo

Ludzie południa bardzo lubią imprezy plenerowe. Sardinade do nich należy i często nawet w lokalnej gazecie zobaczyć można ogłoszenia merostw, klubów sportowych czy różnych stowarzyszeń, które organizują takie pikniki z grillowaniem sardynek, jako gwoździem programu. 

Dla lepszego zrozumienia opiszę wam sardinade, w której miałam okazję uczestniczyć kilka dni temu.



Sardinade winiarzy z Passa, 12 sierpnia 2017

To akurat nie była impreza ogólnodostępna, więc nikt w gazecie się nie ogłaszał (dopiero po fakcie była wzmianka o tej imprezie). Zorganizowało ją stowarzyszenie winiarzy z wioski Passa dla swych członków z rodzinami i przyjaciółmi. 
Osób było około 50-70, w tym i sporo dzieci.

Koszt to 10 euro dla członka stowarzyszenia, 12 dla niezrzeszonych. Poniżej 18 lat za darmo. W ten sposób mój 17-letni syn załapał się jeszcze na darmową sardinade:))

Sardynki zakupiono w większej ilości, bo aż 16 kilogramów. Ale mieszkańcy Roussillon są jednak przede wszystkim mięsożerni, więc sardynki sardynkami, ale saucisse catalane (świeża kiełbasa katalońska do grillowania) i rust (plastry świeżego boczku) musiały też być. Do tego sałatki, chleb, wino i aïoli. Wszystkie te elementy są niezbędne dla udanego posiłku francuskiego Katalończyka (przypominam, że Roussillon ma katalońskie tradycje i korzenie)

Każdy przybył na wskazane miejsce z własnym stolikiem, krzesłami, talerzami i sztućcami. To znacznie ułatwiło organizację.

Miejsce było obok wioski o nazwie Llauro, ocienione, ze specjalnymi paleniskami do grillowania. Muszą one być osłonięte z trzech stron, bo czasem wiatr wiele mocno i łatwo można zaprószyć ogień. Oczywiście impreza musi być zgłoszona na merostwie i straż pożarna poinformowana na wszelki wypadek.

No to grillujemy!

  Surowe sardynki prosto z lodu kładzie się w całości na metalowe grille zamykane od góry. 
Przygotowany żar został równo rozłożony  w taki sposób, by pięć czy sześć grilli mogło się smażyć równocześnie. Kilka minut z jednej strony, przewracamy i drugie tyle z drugiej strony.

Sardinade - układanie surowych, całych sardynek na zamykanym grillu
Fot. Nika Vigo
  Gotowe sardynki zdejmuje się na wielkie talerze lub półmiski. Część podlewa się sosem z oliwy, czosnku i posiekanej natki pietruszki. Inne przyprawiono octem winnym. Najwyraźniej gusta są różne. Sól i pieprz każdy dodał już sobie na talerzu.

   Sardynki można jeść rękoma, ale warto poczekać aż nieco ostygną, żeby nie poparzyć sobie palców. Oczywiście głowę, wnętrzności i kręgosłup lepiej zostawić i jeść jedynie samo rybie mięso.

  Sardynki zagryza się świeżym pieczywem (bagietką lub chlebem) z aïoli (na oko podobne do majonezu, ale z oliwy i czosnku).

  Po zjedzeniu sardynek przyszła kolej na sałatki i grillowane mięsa. 
Potem oczywiście sery, owoce na deser i kawa.  Nikomu się nie śpieszyło, więc począwszy od mięs każdy jadł już w swoim tempie.

Następnie część osób poszła grać w kule (petanque), część wyjęła karty, a inni bawili się z dziećmi lub po prostu dyskutowali między sobą. Oczywiście o winogronach, zbliżającym się winobraniu i winach.

  W ten sposób minęło popołudnie, bo cała impreza rozpoczęła się w południe.

   U nas grała w tle muzyka z głośnika. Na imprezach otwartych dla szerokiej publiczności jest często orkiestra i nawet tańce katalońskie.


***

I jak? Mielibyście ochotę wziąć kiedyś udział w takiej sardinade jak u nas w Roussillon? 
A może braliście już udział w sardinade w innych regionach? 
A jeśli nie, to może jedliście sardynki grillowane w jakiejś restauracji? 
Napiszcie proszę  w komentarzu. 
Jestem bardzo ciekawa waszych uwag.


Więcej zdjęć poniżej:

Żar robi się zawsze z drewna z winnic. Suche konary winorośli są używane w Roussillon do wszelkiego typu grillowania.
Fot. Nika Vigo
Jak każda impreza, tak i sardinade, rozpoczyna się od apéro,
Więcej o tym możesz poczytać w moim wpisie TUTAJ
Fot. Nika Vigo

Sardinade - sardynki w ilościach hurtowych. Dymią się okropnie, gdyż są surowe i mokre.
Fot. Nika Vigo


Sardinade - po przewróceniu na druga stronę , sardynki dymią już dużo mniej.
Fot. Nika Vigo

Saucisse catalane - specjał Roussillon, czyli kiełbasa katalońska
(specjalna, surowa kiełbasa do grillowania lub gotowania, chuda i dość pieprzna)
 Sprzedawana niemalże na metry.
Fot. Nika Vigo

Rust to kolejny specjał Roussillon (surowy boczek w grilla)
Fot. Nika Vigo

Sardinade - czyli sardynkowa biesiada w toku
Fot. Nika Vigo

Sardinade - wybór miejsca w cieniu jest istotny, gdy temperatura flirtuje z 36 stopniami
Fot. Nika Vigo

7 komentarzy:

  1. Nie przepadam za mięsem i też za rybami nie, bo te oczy.... :( Ale na pewno są smakowite, z grilla nigdy nie jadłam.

    Pozdrawiam żoliborsko :)
    Beata

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ale w Polsce często zamiast sardynek są serwowane szprotki. Z grilla jeszcze nigdy nie próbowałam ale te z głębokiego oleju też pyyyycha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm na wakacjach razem z chłopakiem objadaliśmy się chipsami ze szprotek, Twoje sardynki wyglądają również smacznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sardynki jem bardzo rzadko, wolę nasze szprotki, ale na taką opcję zgrillowaną z pewnością bym się skusiła, jak nic. Nie wiedziałam, że południe Francji jest tak bardzo "grillowe". Nie mniej jednak, fajnie dowiedzieć się czegoś nowego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam sardynki! Bardzo dawno ich nie jadłam, także dzięki Twojemu postowi dodaję je do listy zakupów. Niestety moje doświadczenia sardynkowe ograniczają się do takich z puszki lub słoika, podejrzewam że z grilla o niebo lepsze. Jednak tost z jajkiem sadzonym i sardynką nawet z puszki jest pyszny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie należę do wielbicieli ryb, ale grillowane sardynki pierwszy raz jadłam w...Holandii :D Nie przypadły mi do gustu, podobnie jak owoce morza. Ale życzę smacznego! :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubie sardynki wedzone, wiec te z grilla tez pewnie by mi posmakowaly, mniam! :)

    OdpowiedzUsuń